sobota, 23 listopada 2013

"Paris vaut bien une messe"

Warto mieć Piętaszka. Oszczędność miejsca i pieniędzy. Je jedna, a najedzone pięć, nie potrzebny psychoterapeuta, bo zawsze jest z kim pogadać, nawet cztery. Niestety jeszcze w Paryżu byłam sama. Trochę szkoda, jedna ogarnęłaby wcześniej co widzieć będziemy, co zwiedzać będziemy, co zjemy, ale to było 6 lat temu. Jeszcze w gimnazjum. Gimnazjum dwujęzycznym, gdzie przez 8lekcji fancuskiego, a także przedmioty profilowane wpajano mi ( bo jeszcze nie nam ) język, bym dziś wiedziała, że ja i moje szare komórki nawaliłyśmy na całej linii.
"Nigdy nie udało nam się rozstrzygnąć, czy są oni [paryżanie] uszczęśliwieni, kiedy robimy błędy we francuskim, czy też po prostu uważają, że błędy te są interesujące i warto ich posłuchać." Franz Kafka
Szczęśliwie niedawno podjęłam się lekcji z przyjacielem Francuzem.
Może coś z tego będzie.
Oby.
A za nami znów chodzi Paryż. Drepta cichutko po wielu stronach, na przystankach tramwajowych i ulubionym tumbl.


 

http://24.media.tumblr.com/b5f0730e32abb28033a0fbfcc69a2c7e/tumblr_mvjlelvbpT1rilzkdo8_400.gif
Midnight in Paris (2011)

Przyznam też, że dopiero niedawno obejrzałyśmy "Le Fableux Destin d'Amelie Poulain" w ramach przyzwoicie tanich czwartków w kinie Muza 
( To jedno z tych klimatycznych miejsc, którym kosa komercyjnej śmierci zagląda w oczy, podtykając wyniki gigantów branżowej konkurencji. Wolę to miejsce, gdy prawie nie ma ludzi na wieczornym seansie, klimatyczna kawiarenka jest pusta, a w pudle można wygrzebać plakaty filmowe stojące, by je przygarnąć. Jest cisza i nie ma popcornu. Nie twierdzę, że duże kina są złe - nie są, ale takie kino jest inne, a film był wyborny) 
Po seansie zakochałam się po uszy ( w filmie jak i ponownie w mieście ). Zabawne, ale nawet byłam w kawiarni Café des Deux Moulins, w której pracowała Amelia. 
  

„Zdążając ku kafejce na placu St. Michel, gadamy jedno przez drugie, jak to cudownie być znowu w Paryżu, jak to Paryż się nic nie zmienia, że kafejki są zawsze, gdy nas w nich nie ma, że ulice są zawsze, gdy nas już na nich nie ma, że Paryż jest zawsze, gdy nas już w nim nie ma.” Erica Jong (z książki Strach przed lataniem)

Zwiedzając Montmartre, niedaleko Moulin Rouge mija się Café des Deux Moulins będącą przy Rue (ulicy) Lepi, dziś obleganą przez turystów, którym niestraszne takie, a nie inne ceny. Przypomniało mi się, Amelia lubiła dźwięk pękającego crème brûlée ( by uzyskać przepis kliknij obrazek )

zdjęcie : kornikwkuchni.blogspot.com
Spróbowałam, co prawda nie w Paryżu, a w poznańskim sphinxie ( beznadziejnego kelnera mają przy Gwarnej, nie mogę tego zapomnieć - człowiek z zerowym wyczuciem Śmiać mi się chciało. Przydałaby mu się książeczka "Poczuj bluesa...", którą kazano mi czytać w podstawówce. Szczęśliwie, nie zepsuł mi popołudnia i wieczoru ) i też niedawno, bo jakoś w okolicy seansu Amelii mon ami nie mógł uwierzyć, że nie próbowałam ( tak jak on po x-latach w Polsce kogla-mogla - nadrobił to dość późno ).

W gratisie dorzucam przepis na quiche lorraine, która jest banalna, a jednocześnie robi wrażenie!  ("która" jest rodzaju żeńskiego, jak polska tarta, czasem ludzie próbują błysnąć, niekoniecznie swoją wiedzą)

Przed przepisem dodam - "piętaszek" to moje rozpiętaszenie - od piątki jaźni.

Ciasto na quiche:
     200g mąki
     125 g margaryny lub masła
     1/2 łyżeczki soli
     ok. 5 łyżek stołowych wody
Nadzienie :
   
2 lub 3 jajka

    200ml śmietany
    natka pietruszki
    150-180g szynki lub boczku
    60 g sera (oryginalnie gruyere)    
    sól, pieprz (oraz zioła prowansalskie)
http://www.quiche-lorraine.com/images/piquage_de_la_pate.jpgCiasto francuskie : Piekarnik nastawiam na 250st.C by się nagrzewał. Zimne masło kroimy na mące. Dodajemy jajko sól i wodę. Szybko zagniatamy gładkie ciasto (w razie potrzeby dodajemy odrobinę więcej wody). Ciasto można na 25 minut wstawić do lodówki (lepiej, ale nie jest to konieczne, dla mnie i tak wychodzi ;-) ). Rozwałkowujemy ciasto pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia na grubość 3-5 mm. Formę do tarty o średnicy (moja 26 cm) wylepiamy ciastem. Nakłuwamy widelcem - spód mamy gęsto w kropeczki. Formę z ciastem wstawiamy na ok. 10 minut do piekarnika - ciasto ma się lekko zarumienić z wierzchu, nie upiec. Wyciągamy, niech sobie przestygnie, w czasie gdy zajmiemy się nadzieniem.

Farsz :  I tu już z górki. Pietruszkę siekamy drobno, szynkę w kostkę, a ser zcieramy. Jajka ubijamy ze szczyptą soli ( lekką ręką, bo przecież szynka nada charakteru) i pieprzu oraz śmietaną. Masę mieszamy z szynką, pietruszką i serem. Wszystko wylewamy do tarty i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do ok.200st i pieczemy przez ok. 25 minut lub do do momentu, aż masa jajeczna się zetnie i zrumieni. Podajemy na ciepło lub na zimno w towarzystwie sałatki np. z rukoli.

http://www.cuisine-francaise.org/blog/wp-content/uploads/2008/10/quiche-lorraine-blog.jpg


1 komentarz:

▼ Spodobał Ci się post? - skrobnij choć krótki komentarz, nie gryzę
za każde słowa - aprobaty czy konstruktywnej krytyki - dziękuję ;)

♠ Chcesz być na bieżąco? dodaj do obserwowanych!

♠ W komentarzu pozostaw link do swojego bloga, a na pewno zajrzę.

♦ Obserwacja za obserwację? - nie, dziękuję, piszę dla przyjemności i czytam inne blogi, które mnie zainteresują :)

♠ Weryfikacja obrazkowa wyłączona.