czwartek, 25 grudnia 2014

Drogi Święty Mikołaju

U nas jesteś zwany również Gwiazdorem, międzynarodowo Santa Claus, ale najurokliwiej według mnie zowią Cię francuzi - Papa Noël. Zwracam się do Ciebie w poświątecznym liście, choć otwarcie przyznaję, że dość długo nie pisałam. Jak widzę ta „cisza” z mojej strony była błędem, dlatego spróbuję ją choć trochę naprawić. 

niedziela, 30 marca 2014

Jak pokonać rozpacz?

 
(na czas czytania - włącz player)

Krzycz! Płacz! Czuj smutek! Bądź człowiekiem. To oczyszcza. 

Bo przychodzi ten moment, gdy wszystko się łamie. Kończy się kawałek naszego życia i nie wiemy co z jego pofragmentowanymi zwłokami dalej zrobić. Nie ma recepty idealnej. Wiem, to źle brzmi, ale jest najsensowniejszą odpowiedzią.

Krzycz! Płacz! Czuj smutek! Bądź człowiekiem. Nie zamykaj się na swoje reakcje. I bądź szczery wobec samego siebie. Nie pytaj: "czemu to nie rozwiązuje sprawy?" Ale nie trać siły. Rób to co Ci pomaga. 
Ja śpiewam na głos, ratuje mnie wewnętrzna muzyka ("Uratuję dziś melodię, wezmę jedną z nich...Ulatuje myśl, uratuje mnie"). Kiedy byłam (a dziś i jestem) sama w domu, bałam się - śpiewałam. Ty rób to czego potrzebujesz.
Krzyczę, płaczę i śpiewam - świetne połączenie. One są wyrazem bezsilności i bólu, którego nic nie oddaje fizycznie. Bezsilności, która nie kryje się w mięśniach. Ale każda taka bezsilność stawia nas ponownie na nogi. Nie daj się, to tylko zły czas, a czas przemija. Słyszysz, to jeszcze nie koniec! Ty masz przed sobą lepszy czas, wierz mi.
To nie potrwa długo..aż poczujesz pustkę, całkowitą. Pustka nawet nie jest zła. Ani dobra. Pocieszająca, ani przerażająca.

"(...)bo przeszłość należy zamknąć szczelnie - zostawiona otwarta gnije i zaraża zdrowe tkanki". Tak być może. Jednak ja to zostawiam zawsze jako drugi etap - budowanie ściany przed samą sobą, gdy już wygram część pierwszą - oczyszczę się do pustki. Pustkę zabudowuję, by nie wiała ...pustką. Gdy odczujesz i schowasz ją - wygrałeś z samym sobą.

Dorośli "dorastają" i nie wiedzieć czemu opakowują się szczelnie w zestaw kontrolowanych, zaplanowanych zachowań. Ja też taka się stałam, a nie chcę. Umarł mi kolejny kawałek duszy. Mimo to, potrafię podejść do życia bez żalu, bez strachu, nie chcę na nic czekać. Chcę być taka jaka jestem, nikogo nie udając.

A gdy zabudujesz szczelnie pustkę by nie wiała na świat zgnilizną, odródź się (brzmi biblijnie?) - odnajdź spokój i żyj! Żyjesz, więc rób to co uważasz za słuszne. Chcesz walczyć - to walcz póki masz o co. Ty możesz, Ci przed Tobą już nie mogą. Nie chcesz? Nie, to nie, to Twoja świadoma decyzja, nikt jej nie podważy. To wszystko co teraz jest, i tak przeminie. Zmieni się, a potem umrze. Tylko zdecyduj czym wartościowym wypełnisz ten krótki czas, gdy możesz, naprawdę możesz wszystko? Coś się kończy, coś się zaczyna. Rzuć rutynę i stereotypy, mówienie "bo tak zrobiłaby większość". Jakie to trywialne stwierdzenia. Szanuj drugiego człowieka. Nic nie zdarza się z przypadku, ludzie, których poznajemy są nie przypadkowi, każdy z nich zostawia w nas kawałek siebie. 
A przede wszystkim dąż do wewnętrznego spokoju, tylko spokój Cię uratuje.


sobota, 15 marca 2014

Walka z wiatrakami i fb w tle

Kiedyś byłam idealistką, wierzyłam, że z ludźmi należy rozmawiać.  Na szczęście – przszło mi.

Hej, hej, hej... zanim ktoś będzie chciał pocieszać mnie. Nie mam żadnej chandry, nie spotkało mnie nic okropnego, po prostu wpadłam na pomysł podzielić się takimi wnioskami.

Kiedyś wydało mi się, że  gdyby ludzie na bieżąco mówili szczerze co myślą, byłoby mniej problemów, mniej kłótni, mniej rozpadów związków, a nawet wojen. Myliłam się. Praktyka życiowa zweryfikowała mój pogląd - był na tyle słuszny, co bzdurny. Nie mówię, że nie należy rozmawiać, jednak jest pewien wyjątek od reguły mówienia do siebie nawzajem. Tym wyjątkiem jest Twój/mój mężczyzna, chłopak,  czy inny partner życiowy.  Przyszło mi to do głowy w kontekście fb, ale nie tylko do tej zasady się stosuje.



▼ ▼ ▼ ▼ ▼

Zaczynę od fb  – osobę, którą kochasz nie dotyczą ogólnie przyjęte normy. 
To jest tak, że jeśli gadasz z kumpelą/kumplem, ta nagle zniknie z fb, to jakoś nie budzi to żadnej reakcji. Ot, zniknęła, wróciła po godzinie. Czasami przeszkadza to mniej czy bardziej, ale z zasady bez większej sensacji. Jednak na forach można wyczytać o tym jak to irytujący są mężczyźni użytkowniczek, którzy bez „z/w”, bez słowa znikają i nie wracają przez n-czasu. Dla nich mam jedną odpowiedź : "zuniwersalizujcie swoją zasadę". Oczywiście, jest to nieprzyjemne, że właśnie ta jedna osoba, której zainteresowanie jest ważne, w danym momencie olewa Cię i nie pofatyguje się nawet zwykłym z/w. Pewnie nawet pisałaś i prosiłaś, by jednak się ukulturalnił (video), ale nie przyniosło to skutku (będzie o tym dalej), so … just don’t care! :D

Mnie bardziej irytuje, gdy ludzie, a szczególnie mój chłopak, zadają pytanie, a potem znika bez słowa. Jaki jest sens zadawania pytania, gdy nie czeka się na odpowiedź? Tego nie pojmuję, ale mniejsza i oto.

Otóż, moja praktyka życiowa doprowadziła mnie do wniosku, że mężczyźni nie rozumieją co się do nich mówi 
Zapewne wiele kobiet czytając to zrobił „ pfff… też mi odkrycie”.

Nie mówię o przyjaciołach.
Przyjacielowi można powiedzieć wszystko wprost i bez owijania w bawełnę. Czasem z przyjacielem się nie dogadujesz, ale w gruncie rzeczy możesz powiedzieć co naprawdę myślisz, bo nawet jeśli się nie zgadzacie i to nawet się specjalnie nie pokłócicie, bo nie jesteście „na siebie skazani”. A w związku właśnie tak jest. Jest się skazanym na to uczucie, że Ci zależy, i że drugiej stronie też zależy. Kiedy chcesz rozmawiać i na bieżąco mówić, że coś jest nie tak, wychodzi na to, że znowu to Ty masz problem, bo facet…nie. On absolutnie nic Ci nie powie. Będzie za wszelką cenę omijał problem jak pudełko nitrogliceryny, której pod żadnym pozorem nie należy wstrząsać. Będzie udawał, że nic nie widzi, albo, że nic go to nie obchodzi. Możliwe również, że naprawdę nie widzi i go to nie obchodzi – i w sumie to nie wiem, co jest bardziej frustrujące.
Więc, jeśli jest jakaś cecha, jakiś powód, nawet drobiazg, na który chciałabyś zwrócić uwagę – to niech Cię ręka boska broni!
Przykład : w smsach Twój mężczyzna ma jakiś zwrot, który jest denerwujący czy z jakiegoś powodu przykry. Co zrobić?
            a)   Powiedzieć raz, drugi, trzeci, przy każdej okazji, do 10 gdy to się wkurzysz i wybuchniesz?
           b)    Zwrócić uwagę raz, potem drugi drugi raz, a przy kolejnej okazji ….na tym zakończyć rozmowę. Przecież został dwukrotnie poinformowany, że ten zwrot powoduje Twoją niechęć?

Nie trzeba mieć studiów z psychologii by dojść do wniosku, że powtarzanie się w nieskończoność nie przynosi efektów, a jednak, to właśnie pkt a stosuje większość kobiet. Znasz taki przypadek, że o coś pytasz, a on odpowiada „yyyy, coś tam, coś tam”. Czy mi się wydaje, czy to brzmi jakby tylko Cię zbywał? Na bank go poinformowałaś, że ma tak nie robić. Przestał? Nie sądzę.

Czy w ten sposób prowadzi się jakąkolwiek interesującą konwersację? Gdy rozmawiasz ze znajomymi i rozmowa specjalnie Cię nie wciąga, jest nieprzyjemna to się  ją kończy, a nie ciągnie. Przecież mamy z kim rozmawiać, po co tracić czas na rzeczy w żaden sposób niezajmujące, skoro można rozmawiać i śmiać się z kimś innym? Skoro twoja druga połówka traktuje cię zbywająco, obcesowo, lub w sposób, który ci nie odpowiada nie zgadzaj się na to.
Przeproś, masz coś do roboty.

Boli? I to cholernie. Przecież chcesz, by był czuły, by mówił do Ciebie, wykazywał się inicjatywą. Ale nie daj tego po sobie poznać. Okazując to uzyskasz odwrotny efekt. On nie jest centrum twojego wszechświata. Nawet jeśli jest, to nie może o tym wiedzieć. Mając świadomość tego - nie doceni swojego szczęścia, tylko się przyzwyczai. Będzie wiedział, że cokolwiek nie napisze ty i tak jesteś miłą, kochaną, czułą jego własnością, która tylko czeka by z nim popisać, porozmawiać. I o zgrozo, stajesz się nią, na własne życzenie…
A gdy tak się staje/stało?
Trzeba odciąć smsową ( facebookową, mailową ) pępowinę.
Przeczytałam to zdanie na jakimś forum i bardzo przypadło do gustu
Na żywo to samo. Jeśli jest jakiś gest, słowa, których nie chcesz by stosował – mówisz mu, mówisz, mówisz, mówisz… i sytuacja się powtarza? Bo po raz kolejny to znowu ty widzisz i masz problem, którego on nie widzi i nie ma. Gdy zaczynasz mówić, jemu włącza się etykietka „znowu to samo” i resztę twoich słów przekierowuje do zbioru „powtórki”, których mózg już nie słucha.

Więc co teraz?
Ty uśmiechnij się, zwróć uwagę raz, ewentualnie drugi. Dwa razy starczą uwierz mi ;)
Nie ma powodów by się złościć czy denerwować. Szkoda naszej polskiej urody i zmniejszania dobra narodowego z powodu jednego samca (użyłabym frajera, ale jednak wierzę, że mamy gust i nasi mężczyźni nie są z przypadku). Po prostu jak najszybciej skończ spotkanie. Bez wyjątku – czy to kolega (potencjalny chłopak), czy to Twój chłopak już miesiąc, 3 miesiące, pół roku czy rok.

Oczywiście, zrób to miło, kulturalnie i bez fochów, nawet ze śmiechem. Będzie się to powtarzać – będzie na 100%. Jak długo? Do skutku. Najwyżej ponownie podziękuj też za spotkanie zanim ono nastąpi, znajduj wymówki.

Wbrew obiegowym opiniom mężczyźni widzą i słyszą (choć nieoficjalne badania na grupie kontrolnej dowodzą, że tylko wybiórczo), a co za tym idzie proces kojarzenia faktów przebiega u nich tak samo jak u reszty gatunku homo sapiens. Gdy zauważy, co jest przyczyną, tego, że nie ma Cię obok, zareaguje.
"Mężczyźni nie reagują na kontakt, oni reagują na brak kontaktu."
                                                                                               ("Dlaczego mężczyźni kochają zołzy")
Gdy mu Cię obok (w telefonie czy na komputerze) zabraknie, to się postara.
A jak nie zabraknie, nie będzie mu to przeszkadzać w żaden sposób?
To odpowiedz sobie: naprawdę chcesz się męczyć z kimś kogo „nie grzejesz ani nie ziębisz”?

Dobrej nocy