I nie mam na myśli roku bloga, jak to zwykle tytułują swoje rocznicowe posty blogerki ;)
Dziś minął rok odkąd jestem w związku. Pierwsze koty za płoty. Tak świeża, to moja jedyna i pierwsza poważna miłość. Brzmi banalnie, wiem. Jednak trudno pisać o kimś tak bliskim i najważniejszym w moim życiu.
Dziś minął rok odkąd jestem w związku. Pierwsze koty za płoty. Tak świeża, to moja jedyna i pierwsza poważna miłość. Brzmi banalnie, wiem. Jednak trudno pisać o kimś tak bliskim i najważniejszym w moim życiu.
Jako, że jestem właśnie w walentynkowej (tak, wiem, cóż za komercyjna, tendencyjna data) trasie, pierwszy raz wrzucę post prosto z aplikacji bloggera ( zapewne pójdzie do poprawy z laptopa).
Artystą opakowań nie jestem. Moje opakowanie miało trochę kontrastować z tym co w środku, a przede wszystkim proces pakowania zajął stosunkowo mało czasu :)
Na warsztat trafił klasyczny szary papier opakunkowy, farbki brata - ciemna czerwień i bordowa wstążka, sznurek opakunkowy ( aż głupio się przyznać, ale przy jakiejś okazji wzięty z ikea w większej niż było potrzeba ilości . Bardzo interesujący efekt dałoby wcześniejsze niedbałe wygniecenie
całego papieru, a następnie rozprasowanie go żelazkiem. Powstaje fajna
tekstura, a przy okazji pod wpływem ciepła papier zaczyna lekko
połyskiwać.
Stempel - pomysł stary jak świat i znany już z przedszkola - powyginana rolka po po papierze - o tak :
A teraz pokrótce co zawierała paczuszka?
Mój mężczyzna, no cóż, nie czyta za wiele, i wiem, że gdyby znalazł książkę, to mógłby się trochę (eufemizm) zawieść.
Na wyprzedaży znalazłam umiarkowanie starą niemiecką książkę za 1 zł. Jej wielkim plusem była twarda, biała oprawa z zupełnie wytartym tytułem, wręcz idealna do moich celów. Prawdopodobna wartość lektury merytorycznie - zerowa. Nie znam niemieckiego, ale mój dziadek na prośbę pobieżnie się z nią zapoznał ( wolałam by serce mnie później nie bolało ). Historia współczesnego Berlina, wydana niewspółcześnie. Porównał ją do "Łuny w Bieszczadach", a do dziś pamiętam, jak gdy wyciągnęłam "Łuny..." spod komody i zaczęłam czytać, to książka szybko zniknęła z domu w imię ochrony mojej 10letniej wiedzy historycznej.
K. miał otrzymać ... Simcity 5. Grę ma już jego przyjaciel, razem budują miasta i jakiś czas wcześniej wspominał, że byłabym najlepszą dziewczyną na świecie, gdyby on też miał. Chcąc nie chcąc porzuciłam mój wcześniejszy pomysł ( i tak go zrealizuję ). Byłoby jednak za łatwe gdyby już po opakowaniu wiedział co znajduje się w środku. Książka pokaźnej grubości i o wymiarach ciut większych niż pudełko na płytę była więc idealna. W środku została wycięta i pozbawiona części kartek dokładnie tak by mieściła płytę i nie traciła na pierwotnej objętości. Oprócz tego między pozostałymi kartkami wsadziłam kopertę ozdobioną drobnymi serduszkami z papieru, w środku z biletem na "Skrzypka na dachu" ( tym samym zrealizowałam jedno z noworocznych postanowień! > tutaj ). Do tego butelka blk water dla mojego gadżeciarza ;) ( w Poznaniu jedynie dostępna w Jadalni, cena - 12 zł )



ale śliczny prezent ;)
OdpowiedzUsuńa dziękuję ;)
Usuń